Ten całkiem przyjemny Les Paul trafił do mnie na wymianę progów i siodełka.
Gitarka jest z 2008 roku i jest w bardzo dobrym stanie, prawie idealnym. Progi również, ale klient miał już okazję grać na stalowych progach mojej roboty i wie, że nie ma na co czekać. Stalowe progi to nie tylko trwałość, ale przede wszystkim niesamowity komfort gry. Ja też nie potrafiłbym już grać na zwykłych progach. Łatwość podciągania strun, swoboda wibrata i ta lekkość gry na stalowych progach warta jest każdej ceny. A że są przy tym jeszcze wyjątkowo trwałe – to na prawdę nie ma już większego znaczenia…
Z reguły do Les Paula polecam progi Medium Wide (średnie szerokie), ale tym razem klient wybrał nieco węższe Medium, gdyż chciał, aby były bardziej zbliżone do fabrycznych. OK.
Promień podstrunnicy pozostanie bez zmian. 12″ to bardzo uniwersalny radius, na którym można grać komfortowo prawie wszystko przy rozsądnie niskiej akcji strun. Klientowi jak najbardziej to odpowiada. OK.
Oczywiście gryf w 8-letniej gitarze jest już i zeschnięty, i spaczony i nie trzyma dobrze radiusa. Tak więc nawet jak nie zmieniamy promienia, szlif podstrunnicy jest absolutnie niezbędny.
Mniej lub bardziej szczęśliwi posiadacze Gibsonów mają przy wymianie progów jeden dylemat. Czy zostawić oryginalny binding, charakterystyczny dla tego producenta, czy zmienić na standardowy stosowany przez resztę świata? U mnie w serwisie sprawa jest prosta – nie oferuję opcji pozostawienia fabrycznego bindingu. Dlaczego? Odpowiedź jest również prosta: standardowy binding jest lepszy, znacznie lepszy od gibsonowskiego. Dlaczego lepszy? Na szczęście mój klient sam to rozumie i nie muszę tłumaczyć. OK.
Najwyższy czas zabrać się do konkretnej roboty 😉 !
Każdy kto trochę majsterkuje wie, że najważniejsze w warsztacie jest porządne imadło. Obojętnie czy chcesz tylko przeciąć deskę na pół, czy wywiercić w niej dziurę – jeżeli dobrze ją zamocujesz, to już połowa sukcesu. Podobnie jest z gitarą. Z tą jednak różnicą, że gitary w imadle nie zakręcisz. Może nie uszkodzisz lakieru, stosując filcowe czy korkowe podkładki, ale też nie umocujesz ją w ten sposób wystarczająco stabilnie i precyzyjnie. Przypomnę, że przy obróbce progów i podstrunnicy oczekujemy dokładności rzędu setnych części milimetra! Czy to się może udać przez filcowe podkładki?
W fabrykach przy produkcji nowych gitar stabilne mocowanie elementu przy obróbce nie jest dużym problemem. Po pierwsze dlatego, że kolejność operacji jest właściwa (lakierowanie na samym końcu) a po drugie fabryki robią tylko kilka modeli gitar i przy seryjnej produkcji stać ich na drogie oprzyrządowanie. Zdecydowanie trudniej jest w serwisie. Zdarza się, że na mój warsztat trafia nowiutka customowa gitara za kilkanaście tysięcy złotych, którą strach dotknąć żeby nie popaćkać palcami, a ja muszę ją rozebrać, wyrwać nówki progi, szlifnąć podstrunnicę i nabić nowe stalowe i to wszystko tak, aby nie zrobić ryski. No i oczywiście wszystko ma być zrobione lepiej niż było, bo właśnie tego oczekuje klient. Czy to da się zrobić na przysłowiowych kolanach?
Oczywiście nie, ale jak ją bezpiecznie i stabilnie umocować w maszynie? Nawet najbardziej zaawansowana na świecie maszyna do obróbki progów PLEK ma z tym duży problem. Co z tego, że teoretycznie jej dokładność wynosi kilka setnych milimetra, skoro gitara zamocowana jest w niej elastycznie i w trakcie obróbki może ruszyć się o kilka dziesiętnych…
Nad systemem mocowania gitary do maszyny pracowałem klika lat. Próbowałem różnych sposobów, kilka razy zmieniałem oprzyrządowanie. Wreszcie wpadłem na sposób, który jest stosunkowo prosty, ale bardzo skuteczny, powiedziałbym nawet nieskromnie doskonały 😉 . Oczywiście nie mogę go zdradzić i raczej nie dojrzysz go na zdjęciach (uważam na to, żeby nie pokazać za dużo) – powiem tylko tyle, że to m.in. dzięki niemu osiągam tak dobre i powtarzalne rezultaty.
Gitara jest już bezpiecznie i stabilnie zamocowana w maszynie. Dzięki temu nie uszkodzi się podczas dalszych prac, a cały proces wymiany progów prowadzony jest z tzw. jednego zamocowania, co gwarantuje wysoką precyzję.
Wyrwanie starych progów z gitary może wydawać się proste, ale z takim podejściem kończy się zwykle na zmasakrowanej podstrunnicy, z dużą ilością wyrwań, które trzeba później żmudnie szpachlować i rozkalibrowanych slotach (nacięciach pod progi), w których nowe progi nie będą już chciały dobrze „siedzieć”. Efekt finalny łatwy jest do przewidzenia: brzydka szpachlowana podstrunnica i wychodzące progi przy pierwszej zmianie pogody. Okazuje się, że można to zrobić delikatniej, tak aby nie uszkodzić za bardzo podstrunnicy. Obecnie, dzięki stosowaniu całkiem zaawansowanej technologii, jak na tak prostą operację, udaje mi się całkowicie wyeliminować szpachlowanie podstrunnic palisandrowych i klonowych (przy kruchym z natury hebanie niewielkie wyrwania są niestety nieuniknione), dzięki czemu Ty masz nadal zdrową i piękną podstrunnicę, a ja nie tracę czasu na szpachlowanie.
Wielu klientów boi się szlifowania podstrunnicy. Niektórzy pytają wręcz czy można to zrobić (wymienić progi) bez szlifowania podstrunnicy. Oczywiście, że można, ale pytanie brzmi: czy chcemy to zrobić dobrze, czy byle jak? Jeżeli dobrze, to szlif jest konieczny. Powiem więcej: profesjonalnie wykonany szlif to podstawa – reszta (montaż progów) to przysłowiowa bułka z masłem. Żaden gryf w używanej gitarze nie jest idealnie prosty i nie trzyma dokładnie radiusa. Jeżeli nie wyrównasz tego na podstrunnicy, to będziesz musiał to zrobić na progach, a to oznacza mocno spłaszczone korony i konieczność ich żmudnego zaokrąglania.
Stalowe progi są sztywniejsze i bardziej sprężyste od tradycyjnych, dlatego nacięcia pod progi muszą być idealnie przygotowane: starannie oczyszczone i dopasowane do wymiarów korzenia nowych progów.
Jeżeli do tego etapu wszystko zostało zrobione jak należy, to sam montaż nowych progów nie jest wielkim wyzwaniem.
W zdrowej podstrunnicy, w starannie przygotowanych slotach poprawnie nabite progi „siedzą” bardzo mocno – klej wydaje się zbędny. Bez kleju byłoby też taniej, szybciej i czyściej (brak wypływek klejowych). W moim serwisie stawiam jednak na jakość i daję na to gwarancję! Dlatego stosuję specjalny klej, tak dla pewności a także po to, aby „wygonić” powietrze (podobnie jak przetworniki kąpie się w wosku, aby zlikwidować mikrofonowanie). Powietrze uwięzione w podstrunnicy prawdopodobnie wpływa niekorzystnie na brzmienie . Trudno powiedzieć czy da się to usłyszeć, ale jak ma być High-End, to High-End!
Po nabiciu progów i wykończeniu końcówek sprawdzam czy progi są idealnie równe. Oczywiście nie okiem pod światło, ale specjalnym przyrządem 😉 .
Przyznam się, że kiedyś uważałem, iż nie da się tak idealnie równo nabić progów, aby można się było obejść bez choćby delikatnego szlifu koron. Myliłem się. Dzisiaj „udaje” mi się to 9 razy na 10. Jest to możliwe, jeżeli cały proces wymiany progów od początku do końca prowadzony jest perfekcyjnie. Najważniejsze są: stabilne mocowanie instrumentu w maszynie, cały proces z jednego zamocowania, super precyzyjny szlif podstrunnicy, staranne przygotowanie/dopasowanie slotów, precyzyjne nałożenie radiusa na drut progowy. Ważna jest też jakość samej podstrunnicy (drewna), na którą nie mam niestety żadnego wpływu. Oczywiście, jeżeli po sprawdzeniu okazuje się, że jeden czy dwa progi są odrobinę za wysokie, to nie jest to żaden problem. Do kilku progów można się naprawdę przyłożyć i wyprowadzić (wyrównać i zaokrąglić) je tak, że nie będzie śladu po jakiejkolwiek obróbce. W tej gitarce nie było takiej potrzeby. Wszystkie progi są idealnie równe i mają fabrycznie zaokrąglone korony.
Ostatnią operacją jest polerowanie, po którym wszystkie progi są idealnie gładkie i błyszczące. Przy montażu podstrunnica zostanie jeszcze napuszczona minimalną ilością specjalnego olejku do podstrunnic.
Uwaga! Przedstawiony powyżej proces wymiany progów ma charakter wyłącznie poglądowy. Wiele operacji zostało celowo pominiętych. Chciałbym opisać i pokazać wszystko, ale w ten sposób zdradziłbym swoje wypracowane przez lata patenty i technologię, a to raczej nie leży w moim interesie – proszę to zrozumieć i nie pytać o szczegóły.